Kiedyś usłyszałem, że podstawowa różnica pomiędzy polskim przedsiębiorcą a amerykańskim polega na tym, że Polak zakłada firmę, by ją prowadzić, a Amerykanin, żeby ją sprzedać. Dużo w tym jest prawdy, chociaż w ostatnich latach można zauważyć duże zmiany w mentalności rodzimych przedsiębiorców. Zmiana właściciela to normalny element dojrzałej gospodarki.
Wielu biznesmenów jest tak zapracowanych, że nie mają czasu stanąć obok i popatrzeć na swój biznes bez emocji. Chłodno przekalkulować, która droga daje więcej korzyści. Jednocześnie mało jest branż, które wcześniej czy później nie poddadzą się konsolidacji. W uproszczeniu można więc stwierdzić, że albo ja zacznę kupować, albo wkrótce ktoś mnie kupi.
Trudność z podjęciem decyzji związana jest z tym, że największe korzyści przynoszą decyzje podejmowane niejako „pod prąd”. To wtedy, gdy firma uzyskuje najlepsze wyniki finansowe a rynek jest rosnący uzyskuje się najlepszą cenę. Wtedy właścicielowi szkoda się rozstawać z firmą dającą coraz wyższe zyski. Trzeba sobie wtedy zdać sprawę, że wartość firmy jest pochodną osiąganych wyników. Dodatkowym czynnikiem podwyższającym wartość jest skłonność kupującego do akceptacji wyższej ceny.
Na rozgrzanym rynku, kiedy liderzy walczą o uzyskanie dominującej pozycji często akceptowane są ceny, które nie mają uzasadnienia ekonomicznego. Chodzi wtedy o to, aby wyprzedzić konkurencję. Od ponad roku w polskiej gospodarce mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją.yle="">